sobota, 14 września 2013
Manga&Anime Tag / Kawa?
O tagu:
Tag ten powstał, by łączyć fanów m&a piszących blogi. Należy odpowiedzieć na dziesięć zawartych w nim pytań, następnie nominować siedem osób i poinformować je o nominacji.
1. Obrazy ruchome i nieruchome.
Wolisz czytać mangi czy oglądać anime?
Uwielbiam i to, i to. Obie te rzeczy mają swój własny urok. Jestem jednak bardziej przychylna mangom, gdyż nie chce mi się czekać, aż pojawi się anime i denerwują mnie fillery.
2. Pierwsze pokemony za płoty.
Jaka była Twoja pierwsza i obejrzana w całości seria?
Zaczynałam od Czarodziejki z Księżyca, ale oczywiście zupełnie nieświadoma, że istnieje coś takiego jak anime. Potem był Naruto i Bleach, które pokazała mi koleżanka w gimnazjum, jednak tego nigdy nie obejrzałam do końca, gdyż jak wiadomo, serie te końca nie mają... Więc pierwsze było chyba Elfen Lied.
3. Życie mierzone w odcinkach i rozdziałach.
Ile mniej więcej obejrzałeś/łaś anime i przeczytałeś/łaś mang?
Nie umiem tego policzyć. Według MAL-a obejrzałam pięćdziesiąt dziewięć serii anime plus jakieś dwadzieścia oglądam lub mam w planie zobaczyć i przeczytałam w całości czterdzieści jeden mang, a dwadzieścia czytam. Warto jednak dodać, że konto mam dopiero niecałe dwa lata, więc nie są w nim ujęte wszystkie tytuły.
4. Twarz z plakatów.
Jaka jest Twoja ulubiona postać?
Portgas D. Ace (One Piece), Shin (Nana), Ulquiorra (Bleach), Shizuo (Durarara!!), Kuroko (Kuroko no Basuke), Lavi (D.Gray-man), Gaara (Naruto)... Mogłabym tak długo.
5. Festiwal otwierających się w kieszeni czerwonych scyzoryków.
Której postaci najbardziej nienawidzisz?
Tydzień temu odpowiedź na to pytanie brzmiałaby Vincent Law (Ergo Proxy), jednak im więcej odcinków obejrzałam, tym bardziej go lubiłam.
Z całego serca nienawidzę Czarnobrodego z OP, który choć rzadko się pojawia, zrobił coś, czego nigdy mu nie wybaczę. Nie powiem jednak, co to takiego, bo byłby to okrutny spoiler.
6. Przez uszy do serca.
Masz swojego ulubionego seiyu?
Takahiro Sakurai? To jedyny, którego kojarzę z nazwiska, a pojawia się wszędzie, od Pokemonów przez Bleacha i Meine Liebe aż do Zmierzchu... A mówiąc poważnie, nie zwracam uwagi na to, kto podkłada głos pod postacie.
7. Historia najnowsza.
Jaką serię ostatnio obejrzałeś/łaś?
Ergo Proxy. Jedno z najlepszych anime, z jakimi spotkałam się do tej pory. Polecam.
8. Chluba fana.
Zbierasz mangi, magazyny lub gadżety związane z m&a?
Zbieram mangi, choć nie mam ich zbyt wiele w swojej kolekcji. Oprócz tego od czasu do czasu kupuję gadżety, które kojarzą mi się z M&A oraz Japonią, na przykład kubek z japońskim symbolem miłości albo kolczyki z motywem kwiatu wiśni.
9. Manga w czerwieni i bieli.
Jakie jest Twoje ulubione polskie wydawnictwo zajmujące się wydawaniem mang?
Lubię Hanami, bo ich wydania prezentują się naprawdę pięknie. Poza tym, interesują mnie raczej tytuły niż wydawnictwa.
10. Oczy szeroko otwarte.
Co myślisz o fandomie?
Większość osób, które znam, i które interesują się M&A jest w porządku. Nie lubię jedynie skrajności - czyli zbytniego fanatyzmu, a także absolutnej krytyki.
A od siebie dodałabym jeszcze jedno pytanie: Ulubiony opening / ending / piosenka z anime.
Ergo Proxy: Kiri
Nana: Rose, Little pain
Beck: Moon on the water
Durarara!!: Uragiri No Yuuyake
Elfen Lied: Lilium
Wisisz mi kawę, pamiętaj.
No wiesz, ty masz mój numer, ja mam twój numer, ja się odezwę, ty się odezwiesz i może coś z tej kawy będzie...
Czyli w wolnym tłumaczeniu:
Obiecałeś mi kawę i nie dotrzymałeś słowa. Nie myśl, że zapomniałam.
Wiem, wiem, ale nie łudź się, że coś z tego będzie.
Czyli w wolnym tłumaczeniu:
Obiecałeś mi kawę i nie dotrzymałeś słowa. Nie myśl, że zapomniałam.
Wiem, wiem, ale nie łudź się, że coś z tego będzie.
Na takie dni najlepsze są czekolada i gorąca herbata. Albo duża czekolada i żurawinowo-grejpfrutowy drink.
niedziela, 8 września 2013
Dzień 8: Zdjęcie z przyjaciółmi / Nothing to do here
Tymczasem powrót do 30 day challenge. Chwilowo pominęłam dzień siódmy, gdyż póki co mam w domu remont i w mojej torbie znajduje się teraz jeszcze bardziej wszystko niż zwykle, ale obiecuję, że jak tylko ten bałagan się skończy, nadrobię to. Przed wami za to zdjęcie z przyjaciółmi:
| Molo Gdynia Orłowo, wrzesień 2012, urodziny Agi |
Oczywiście nie znalazłam zdjęcia, na którym są wszyscy, którzy być powinni, ale to chyba jest najbliższe prawdy. I cudownie nic na nim nie widać!
Tymczasem skończyłam ostatni tom Pana Lodowego Ogrodu i zupełnie nie wiem, co ze sobą zrobić...
Tymczasem skończyłam ostatni tom Pana Lodowego Ogrodu i zupełnie nie wiem, co ze sobą zrobić...
Nothing to do here
Nie da się ukryć, ze w zeszłym tygodniu byłam w naprawdę doskonałym nastroju. Po prostu nie mogłam czuć się inaczej, widząc Pięknego tak tryskającego humorem. 'Jestem młody, dlaczego mam być poważny?' pytał, kiedy jak dziecko po moim odwróceniu się zabrał mi i schował kawałek sznurka, oczywiście udając, ze o niczym nie wie. Nie przeszkadzało mi nawet, ze oberwałam długopisem w głowę, w końcu pan J. 'przeszkodził nam w romansie', jak za starych, pięknych czasów. To były głupie słowa, z których ucieszyłam się jak głupia.
A teraz mój przepis na udany dzień jest nie do zrealizowania. Mówiłam wam, ze w razie czego możecie podmieniać składniki, ale są też takie, bez których nawet najlepszy kucharz nie da rady. On był takim składnikiem.
Widzicie, nie jestem przesądna. Żadne czarne koty, drabiny i rozbite lustra nie są mi straszne, ale zdarzyła się rzecz, która mnie przeraziła. Upadł mi długopis. Cóż, niby żadna heca, bo to się zdarza bez przerwy, ale co za długopis upadając rozpada się na kawałeczki jakby był ze szkła? To musiał być zły omen i był.
Pożegnania nie są miłe, ale są gorsze od nich rzeczy, choćby zniknięcie bez słowa i niedotrzymanie obietnicy. Bo Piękny zniknął. Owszem, mówił, ze czeka na nową pracę, ale obiecał też, ze powie mi o niej, kiedy ją zacznie, jak nie sam, to przekaże mi przez kogoś. I wciąż wisi mi tę jedną cholerną kawę.
Może ten jego uśmiech, kiedy widziałam go po raz ostatni był uśmiechem 'cieszę się, bo już nigdy tu nie wrócę'? Może jego miłe słowa na koniec były tylko po to, żeby nie zapamiętano go aż tak źle, żeby chociaż ktoś po tym wszystkim myślał o nim dobrze? Bo tak, Emi jest chyba jedyną spośród jakichś dwudziestu (albo i więcej) osób, która będzie naprawdę za nim tęsknić, i której nie kojarzył się źle. Bo on zupełnie nic mi nie zrobił. Nic. To nic bolało mnie przez jakiś czas i trochę boli nadal, ale zdałam sobie sprawę, ze za dużo oczekiwałam. Ale dla mnie zawsze był miły, podczas gdy innym zwalał ciężkie worki na ziemię zamiast na wózek, załaził za skórę jak mógł, gdy tylko coś szło nie po jego myśli. Dla mnie zawsze był w porządku.
Był taki czas, kiedy chodziłam do pracy dla dwóch rzeczy: pana M. i pieniędzy, zresztą nawet pisałam o tym na poprzednim jeszcze blogu, głównie jednak dla pana M. Do tej pory na myśl o nim cienkie mi ślinka... W każdym razie w pewnym momencie i on zrezygnował z pracy, a ja byłam tym faktem załamana. Również chciałam dać sobie spokój, ale ciągnęłam to 'do wakacji' czy jakoś tak. I wtedy właśnie pojawił się pan K., który jednak dał mi powód, żebym została. A później patrzyłam, jak znikają po kolei ludzie, których lubiłam, aż praktycznie został tylko on. A teraz nawet jego nie ma.
Kiedy to do mnie dotarło, pomyślałam 'nothing to do here'. Mam dość patrzenia, jak osoby dla mnie ważne znikają z mojego świata. Teraz to ja powinnam stamtąd zniknąć i zniknę wraz z nowym rokiem. W końcu ile można tkwić w bagnie? Najlepiej wyjść z niego póki czas, bo potem można wsiąknąć na zawsze.
A teraz mój przepis na udany dzień jest nie do zrealizowania. Mówiłam wam, ze w razie czego możecie podmieniać składniki, ale są też takie, bez których nawet najlepszy kucharz nie da rady. On był takim składnikiem.
Widzicie, nie jestem przesądna. Żadne czarne koty, drabiny i rozbite lustra nie są mi straszne, ale zdarzyła się rzecz, która mnie przeraziła. Upadł mi długopis. Cóż, niby żadna heca, bo to się zdarza bez przerwy, ale co za długopis upadając rozpada się na kawałeczki jakby był ze szkła? To musiał być zły omen i był.
Pożegnania nie są miłe, ale są gorsze od nich rzeczy, choćby zniknięcie bez słowa i niedotrzymanie obietnicy. Bo Piękny zniknął. Owszem, mówił, ze czeka na nową pracę, ale obiecał też, ze powie mi o niej, kiedy ją zacznie, jak nie sam, to przekaże mi przez kogoś. I wciąż wisi mi tę jedną cholerną kawę.
Może ten jego uśmiech, kiedy widziałam go po raz ostatni był uśmiechem 'cieszę się, bo już nigdy tu nie wrócę'? Może jego miłe słowa na koniec były tylko po to, żeby nie zapamiętano go aż tak źle, żeby chociaż ktoś po tym wszystkim myślał o nim dobrze? Bo tak, Emi jest chyba jedyną spośród jakichś dwudziestu (albo i więcej) osób, która będzie naprawdę za nim tęsknić, i której nie kojarzył się źle. Bo on zupełnie nic mi nie zrobił. Nic. To nic bolało mnie przez jakiś czas i trochę boli nadal, ale zdałam sobie sprawę, ze za dużo oczekiwałam. Ale dla mnie zawsze był miły, podczas gdy innym zwalał ciężkie worki na ziemię zamiast na wózek, załaził za skórę jak mógł, gdy tylko coś szło nie po jego myśli. Dla mnie zawsze był w porządku.
Był taki czas, kiedy chodziłam do pracy dla dwóch rzeczy: pana M. i pieniędzy, zresztą nawet pisałam o tym na poprzednim jeszcze blogu, głównie jednak dla pana M. Do tej pory na myśl o nim cienkie mi ślinka... W każdym razie w pewnym momencie i on zrezygnował z pracy, a ja byłam tym faktem załamana. Również chciałam dać sobie spokój, ale ciągnęłam to 'do wakacji' czy jakoś tak. I wtedy właśnie pojawił się pan K., który jednak dał mi powód, żebym została. A później patrzyłam, jak znikają po kolei ludzie, których lubiłam, aż praktycznie został tylko on. A teraz nawet jego nie ma.
Kiedy to do mnie dotarło, pomyślałam 'nothing to do here'. Mam dość patrzenia, jak osoby dla mnie ważne znikają z mojego świata. Teraz to ja powinnam stamtąd zniknąć i zniknę wraz z nowym rokiem. W końcu ile można tkwić w bagnie? Najlepiej wyjść z niego póki czas, bo potem można wsiąknąć na zawsze.
Chciałam tylko zedrzeć z niego ten mundur! I dosłownie, i w przenośni. Zobaczyć, kim jest pod spodem. Kim naprawdę jesteś? Kierownik zamieszania. Piękny. Zatruta Strzała. Jak się ubiera. Czego słucha. Co lubi. Jakie ma hobby. I tak dalej. Tak po prostu chciałam się spotkać, żeby ktoś zapamiętał mnie jaką tę pierwszą, która umówiła się z konwojentem. Bo nigdy jakoś nikt o mnie nie mówił, a o tym 'romansie' wiedzieli prawie wszyscy. Fajnie byłoby być choć przez chwilę tam gdzieś w centrum, a potem znów zniknąć z boku.
Nie umiem sobie wyobrazić, że to koniec. I tak nie spotkamy się więcej, i tak nie będziemy się więcej już znać? Gdzieś we mnie tli się jeszcze nadzieja... nie nadzieja, wiara, że nasze ścieżki losu jeszcze się skrzyżują. Że jeszcze się spotkamy, przypadkiem na siebie wpadniemy w zatłoczonym Gdańsku, nowoczesnej Gdyni, pięknym sopockim molo, w końcu Trójmiasto to jeden organizm, albo wręcz na drugim końcu świata, bo przecież świat jest mały. Zobaczysz mnie i poślesz mi jeden z tych swoich uśmiechów, od którego znów stopnieje mi serce.
Początek sierpnia przyniósł rozczarowanie, początek września też jest zły. Aż boję myśleć, co przyniesie październik, bo pokładam w nim naprawdę duże nadzieje.
czwartek, 29 sierpnia 2013
Gotuj z Emi
Zdałam sobie sprawę, że jakieś trzy czwarte postów, które publikuję dotyczy moich nie-miłości i nie-związków. Postanowiłam więc, że tym razem zaprezentuję wam coś z nieco innej beczki, czyli przepis.
Przepis na udany dzień w pracy
Czas przygotowania: 8-8,5 h
Składniki:
1 nowy przystojny współpracownik
1 stary znajomy konwojent
1 ulubiona kierowniczka
2 długopisy
mała ilość coli
michałki
Przygotowanie:
Zmieszaj wszystkie składniki w dowolnej kolejności, jednak nie dodawaj wszystkiego naraz. Pamiętaj też, że z tej mąki chleba nie będzie, bo żeby był chleb, muszą być i jaja.
Wiem, to powyżej nie ma większego sensu, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Tęskniłam za pracą, jak już mówiłam ostatnio, a ona chyba tęskniła za mną. W każdym razie miło mi poinformować, że wszystko wróciło do normy, czyli dzień bez Pięknego jest dniem straconym. Żadnych aluzji, tak jakby nic się nie stało. W końcu oboje jesteśmy dorośli. Było ciepłe lato, choć czasem padało... Znów jest prawie mój.
A mój nie-związek chyba czas już zakończyć, bo przyszłości w nim nie widzę. Chociaż czy można zakończyć coś, co się nawet nie zaczęło? To, co nam było, co nam się zdarzyło do ułożenia w głowie mam/ To nic nie znaczyło, to nie była miłość...
wtorek, 20 sierpnia 2013
Od zera
Dziwna jestem, cieszę się, że po dwóch tygodniach wolnego wróciłam do pracy. Brakowało mi plotek ze świata pieniędzy i pierwsze, czego się dowiedziałam to to, że Piękny też właśnie wrócił z dwutygodniowego urlopu. Nie uszło to uwadze moich koleżanek, które oczywiście śmiały się, że to nie przypadek...
Tymczasem prezentuję wam kilka zdjęć z wyjazdu nad jezioro na początku lipca.
| Ta mucha wygląda mi na zdziwioną... |
| Bonus: telefon w kisielu. Bo przecież najpierw trzeba cyknąć fotkę, a dopiero później wziąć się za ratowanie. |
środa, 14 sierpnia 2013
Dzień 6: Ulubione filmy
Świetna adaptacja jeszcze lepszej książki autorstwa Oskara Wilde'a. Po prostu trzeba obejrzeć i przeczytać, najlepiej w dużym odstępie czasowym, aby nie czuć się rozczarowanym ilością różnic między nimi. Niemniej, polecam gorąco.
O dziewczynie skaczącej przez czas
(Toki wo Kakeru Shoujo)
Podróże kształcą, zwłaszcza gdy są to podróże w czasie. Naprawdę piękne i wzruszające anime, którym polecam nie tylko fanom tego gatunku. Można ewentualnie ponarzekać na kreskę, ale to jedna z nielicznych wad.
Od tego filmu zaczęła się moja przygoda z Bollywood. Gdyby nie on, pewnie nie znałabym prawie całej filmografii Shahrukh Khana i nie wiedziałabym, kim jest przepiękny Shahid Kapoor.
Zamiast tych wszystkich pogadanek o szkodliwości narkotyków, powinni puszczać to dzieciakom na lekcji. Wywarł na mnie naprawdę ogromne wrażenie.
Cudowna seria o tym, w jakich okolicznościach moglibyśmy umierać każdego dnia. W sam raz dla osoby, której motto brzmi: Kiedyś i tak wszyscy umrzemy. Moimi faworytami są dwójka i trójka.
Czyli dwóch moich ulubieńców: Jared Leto i Jake Gyllenhaal w jednej z nielicznych amerykańskich komedii, którą da się oglądać, a nawet ogląda się całkiem przyjemnie bez zażenowania.
Czyli Bruce Willis w akcji. Zakończenie do przewidzenia, ale ogląda się łatwo, miło i przyjemnie.
Ogłoszenia parafialne:
Możecie lajkować mojego fanpejdża na fejsbuku i/lub obserwować mojego bloga przez bloglovin. Linki na dole strony. :)
(Toki wo Kakeru Shoujo)
Od tego filmu zaczęła się moja przygoda z Bollywood. Gdyby nie on, pewnie nie znałabym prawie całej filmografii Shahrukh Khana i nie wiedziałabym, kim jest przepiękny Shahid Kapoor.
Zamiast tych wszystkich pogadanek o szkodliwości narkotyków, powinni puszczać to dzieciakom na lekcji. Wywarł na mnie naprawdę ogromne wrażenie.
Cudowna seria o tym, w jakich okolicznościach moglibyśmy umierać każdego dnia. W sam raz dla osoby, której motto brzmi: Kiedyś i tak wszyscy umrzemy. Moimi faworytami są dwójka i trójka.
Czyli dwóch moich ulubieńców: Jared Leto i Jake Gyllenhaal w jednej z nielicznych amerykańskich komedii, którą da się oglądać, a nawet ogląda się całkiem przyjemnie bez zażenowania.
Czyli Bruce Willis w akcji. Zakończenie do przewidzenia, ale ogląda się łatwo, miło i przyjemnie.
Ogłoszenia parafialne:
Możecie lajkować mojego fanpejdża na fejsbuku i/lub obserwować mojego bloga przez bloglovin. Linki na dole strony. :)
niedziela, 11 sierpnia 2013
Ludzki mózg to złożony mechanizm...
Jedną rzecz przyznać muszę: jestem już za stara na szlaban. Niestety. Wolałabym dostać taką karę niż usłyszeć Jesteście dorośli, róbcie co chcecie. To mi uświadamia, że nie jestem już małą dziewczynką, że jedna głupia rzecz może spowodować poważne konsekwencje... Ale wracając do domu rano myślałam tylko o tym, jak wściekli będą rodzice.
Jak widać udało mi się przeżyć, chociaż przerąbane będę przez jakiś czas miała.
Czuję się dziwnie, bo wydarzyły się dziwne rzeczy, o których mówić nie potrafię, więc na siłę próbować nie będę. Mój umysł po prostu buntuje się przeciwko wypowiadaniu pewnych słów.
Wciąż mam w pamięci wiele słów, i swoich, i innych.
Mówiłam kiedyś, że określanie rzeczy odbiera im swoisty urok. Czasem jednak nawet ja chciałabym wiedzieć, na czym, do cholery, stoję. Zaczynam martwić się, że utknęłam we friendzone tak głęboko, że nic mnie stamtąd nie wyciągnie.
Mój umysł się buntuje.
Ktoś powiedział kiedyś, że częściej żałujemy nie tego, co zrobiliśmy, ale tego, że czegoś nie zrobiliśmy. Myślę, że ta myśl powinna mieć na końcu gwiazdkę. *nie dotyczy w przypadku spożycia alkoholu.
Nigdy nie pomyślałabym, że to powiem, ale: cieszę się, że ta ostatnia butelka wódki się rozbiła.
Do tego remont w pokoju, cały dzień zrywania tapety, a na kilka następnych dni chyba będę musiała przenieść się do babci.
I lesbijskie party, na którym rozmawiałyśmy o naprawdę normalnych, jak na standardy dzisiejszej młodzieży, rzeczach. To jakby nie jest normalne. Szablon inspirowany właśnie tym spotkaniem.
Tyle chciałabym powiedzieć, ale... mózg odmawia dalszej współpracy.
czwartek, 8 sierpnia 2013
Gdyby nie było mnie tu przez dłuższy czas, to znak, że dostałam szlaban na wszystko co lubię do końca mojego niby-życia. Nie powiem przecież, że nie mogłam odebrać stu trzydziestu połączeń i miliona dwustu smsów, bo zostawiłam spodnie w innym pokoju. Można to zupełnie błędnie zinterpretować. Albo prawidłowo, i to też nie wróży nic dobrego.
Pamiętasz, wtedy zrobilibyśmy coś, czego byśmy żałowali. Brawo, geniuszu, tego na pewno żałować nie będziemy. *ironia*
W każdym razie, żeby nie było, że nie ostrzegałam. I nawet nie zostawię wam dzisiaj żadnej piosenki.
Pamiętasz, wtedy zrobilibyśmy coś, czego byśmy żałowali. Brawo, geniuszu, tego na pewno żałować nie będziemy. *ironia*
W każdym razie, żeby nie było, że nie ostrzegałam. I nawet nie zostawię wam dzisiaj żadnej piosenki.
sobota, 3 sierpnia 2013
Jak nic nie powinno mnie tu być
Początek sierpnia przyniósł rozczarowanie.
Powinnam być gdzieś nad jeziorem, kąpać się, wylegiwać na trawie i pić z ludźmi, z których połowy nawet nie znam, spędzać czas, jak przystało na młodzież w czasie wakacji.
Przesunęłam wizytę u ortodonty, wzięłam wolne w pracy i oznajmiłam prawie całemu światu, że oto wyjeżdżam z nim, a na przeszkodzie stanął mi... chory piesek.
Znacie lepszy powód odwołania wyjazdu? Serio, jeśli coś jest małe i futrzaste, to znaczy, że można mu wybaczyć wszystko?
Było tak blisko... Cóż, czas się podołować przy smutnych piosenkach happysadu.
Rozmowa roku na fejsie. Pisze do mnie kolega:
-Hej.
-Hej.
-Sory, nie mogę teraz rozmawiać. Pa.
wtorek, 30 lipca 2013
Są momenty takie...
Wiecie, że można upić się muzyką? Uwielbiam to. Strachy na Lachy i happysad jednego dnia za zaledwie 15 złotych. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe? Na pewno bardzo bolesne, ale warte tych siniaków, tłoku, potu spływającego po ciele i zdartego gardła.
Tymczasem rozmowa dwóch koleżanek tuż przed happy właśnie:
- Ciekawe, ile będę znała piosenek. Pewnie żadnej...
- Ja znam ich wszystkie piosenki na pamięć!
- A ile oni wydali płyt?
- No trzy!
Dziękuję, nie mam więcej pytań.
A jutro o tej porze... Będzie naprawdę ciekawie.
środa, 24 lipca 2013
Uchylone drzwi
Przynajmniej tak to powinno wyglądać w praktyce. Nie chcę się rozpisywać... Zobaczymy, co przyniesie ze sobą wyjazd na początku sierpnia.
Nie, serio, ja naprawdę wyjeżdżam. Dopiero teraz to do mnie dotarło...
Nie, serio, ja naprawdę wyjeżdżam. Dopiero teraz to do mnie dotarło...
sobota, 20 lipca 2013
Przypomniałam sobie, że Żółwik jakiś czas temu nominowała mnie do zabawy, która polegała na zdradzeniu siedmiu faktów o sobie. Wiem, że wszyscy mamy to za sobą, ale obiecałam, że wezmę w tym udział, więc proszę bardzo:
1. Boję się tylko trzech rzeczy: drzwi obrotowych, tirów i kleszczy. I tego, że umrę w samotności, ale to zupełnie inna kwestia.
2. Mam słabość do facetów w mundurach, wszystko jedno, czy to policja, straż miejska, straż pożarna, wojsko czy choćby konwój.
3. Marcin. To imię wywołuje u mnie dziwną nieokreśloną reakcję. Każdy chłopak o tym imieniu, którego znam, ma coś w sobie. Dlatego jeśli ktoś mi się tak przedstawia, ma u mnie jakieś plus tysiąc do zajebistości.
4. Nie ma dla mnie lata bez truskawek, a od kilku lat nie ma też dla mnie wakacji bez wyjazdu do Przewozu z przyjaciółkami.
5. Nic mi tak nie poprawia nastroju, jak nowa bielizna. Z rzeczy materialnych, oczywiście.
6. Od czasu do czasu zupełnie się wyłączam i odpuszczam wszystko. Nie odpisuję na sms-y i wiadomości na fejsbuku, dopóki nie uznam, że znów mogę wyjść do ludzi.
7. Lubię swoje stopy. Uważam, że są wyjątkowo zgrabne. ;)
1. Boję się tylko trzech rzeczy: drzwi obrotowych, tirów i kleszczy. I tego, że umrę w samotności, ale to zupełnie inna kwestia.
2. Mam słabość do facetów w mundurach, wszystko jedno, czy to policja, straż miejska, straż pożarna, wojsko czy choćby konwój.
3. Marcin. To imię wywołuje u mnie dziwną nieokreśloną reakcję. Każdy chłopak o tym imieniu, którego znam, ma coś w sobie. Dlatego jeśli ktoś mi się tak przedstawia, ma u mnie jakieś plus tysiąc do zajebistości.
4. Nie ma dla mnie lata bez truskawek, a od kilku lat nie ma też dla mnie wakacji bez wyjazdu do Przewozu z przyjaciółkami.
5. Nic mi tak nie poprawia nastroju, jak nowa bielizna. Z rzeczy materialnych, oczywiście.
6. Od czasu do czasu zupełnie się wyłączam i odpuszczam wszystko. Nie odpisuję na sms-y i wiadomości na fejsbuku, dopóki nie uznam, że znów mogę wyjść do ludzi.
7. Lubię swoje stopy. Uważam, że są wyjątkowo zgrabne. ;)
czwartek, 18 lipca 2013
Alfabetycznie
Carrie nominowała mnie do zabawy, która polega na przyporządkowaniu do każdej litery alfabetu słowa z danej kategorii. Ja wybrałam piosenki:
Don't cry - Guns N'Roses
Don't you cry tonight
There's a heaven above you baby
Do stu - Pablopavo
Do stu tysięcy beczek naszych łez daj mi rękę
Do stu tysięcy beczek naszych błędów podaj mi rękę
Don't you cry tonight
There's a heaven above you baby
Do stu - Pablopavo
Do stu tysięcy beczek naszych łez daj mi rękę
Do stu tysięcy beczek naszych błędów podaj mi rękę
Eternia - Eldo
Wyśniłem sobie ten świat tak długo myśląc o nim
Zupełnie po nic tak dla siebie by się bronić
Wyśniłem sobie ten świat tak długo myśląc o nim
Zupełnie po nic tak dla siebie by się bronić
Jedna taka szansa na sto - Strachy na Lachy
Może lepiej będzie nas w historii tej nie szukać
Chociaż licho szepcze nam do ucha
Że to się dzieje dla nas
Może lepiej będzie nas w historii tej nie szukać
Chociaż licho szepcze nam do ucha
Że to się dzieje dla nas
Night of the hunter - 30 Seconds To Mars
Pray to your god, open your heart
Whatever you do, don't be afraid of the dark
Cover your eyes, the devil's inside
Pray to your god, open your heart
Whatever you do, don't be afraid of the dark
Cover your eyes, the devil's inside
One step closer - Linkin Park
I cannot take this anymore
I'm saying everything I've said before
All these words they make no sense
I cannot take this anymore
I'm saying everything I've said before
All these words they make no sense
Powinnaś - Eldo
Jedno czego chcę, to powinnaś mieć świadomość
Mieć pewność, o tym, czego potrzebujesz
W łóżku, przy stole, w sercu i w rozumie
W tłumie i sama, potrzebna i niechciana
Jedno czego chcę, to powinnaś mieć świadomość
Mieć pewność, o tym, czego potrzebujesz
W łóżku, przy stole, w sercu i w rozumie
W tłumie i sama, potrzebna i niechciana
Słońce - Zeus
Kiedy wątpię już w siebie i swoje sny
Jednym słowem dajesz mi morze sił
Słońce - happysad
I kiedy mówisz do mnie słońce
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym, a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie
Kiedy wątpię już w siebie i swoje sny
Jednym słowem dajesz mi morze sił
Słońce - happysad
I kiedy mówisz do mnie słońce
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym, a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie
Świat rzeczy - Lorein
Wartości świat zgubiłeś gdzieś i nie zdziw się gdy
Ta sztuczna twarz na zawsze już będzie twoja
Wartości świat zgubiłeś gdzieś i nie zdziw się gdy
Ta sztuczna twarz na zawsze już będzie twoja
Zabiorę cię - Indios Bravos
Zabiorę cię ze sobą jeśli chcesz
Poczujesz, zobaczysz, jeśli tylko potrafisz
Przebudzić się
Zabiorę cię ze sobą jeśli chcesz
Poczujesz, zobaczysz, jeśli tylko potrafisz
Przebudzić się
Żyję w kraju - Strachy na Lachy
Kto z tego napięcia
pierdolnie ze szczęścia?
Nie wierzę, że to wszystko zalinkowałam.
Kto z tego napięcia
pierdolnie ze szczęścia?
Nie wierzę, że to wszystko zalinkowałam.
niedziela, 7 lipca 2013
Witajcie z powrotem, internety!
Siedzę i popijam sok żurawinowo-grejpfrutowy... A nie, to żurawinowa Finlandia z grejpfrutowym sokiem.Wróciłam z wyjazdu z dala od cywilizacji, za to z moimi przyjaciółkami. Może nie był to nasz najlepszy wspólny wypad, ale cieszę się, że w ogóle doszedł do skutku. To już nasza tradycja i nie wyobrażam sobie wakacji bez niego.
Kochana Magda tak nie lubi smaku alkoholu, że woli pić shoty zamiast drinków, a potem idzie szukać świetlików. ♥
Może później wrzucę kilka zdjęć. Na razie pozdrawiam i na wszelki wypadek informuję, że dziwny nastrój z poprzedniej notki ulotnił się zupełnie.
I’ll find a new way
I’ll find a new way, baby
I’ll find a new way, baby
EDIT:
Pytanie do ludzi z Krakowa za milion punktów i moją dozgonną wdzięczność:
Czy ktoś byłby w stanie przechować mnie + dwie osoby lub znaleźć jakiś w miarę tani nocleg na czas Coke Live?
niedziela, 30 czerwca 2013
Dobrze wiesz i ja to wiem...
Głupota powinna być karalna. Serio. Gdyby tak było, już dawno siedziałabym w więzieniu, a nie płakałabym na progu własnego domu w środku nocy i to wcale nie dlatego (a przynajmniej nie tylko dlatego), że zapomniałam kluczy.
Chyba jestem jakąś wiedźmą. Wiedźmą-idiotką. Poprosiłam, dostałam dokładnie to, czego sobie zażyczyłam, po czym jak zwykle przestraszyłam się, podkuliłam ogon i zwiałam.
Próbuję też wmówić sobie (bardzo nieskutecznie zresztą), że wzięłam dodatkowy dzień w pracy wcale nie po to, żeby zobaczyć się z Pięknym, ale dlatego, że trochę ekstra kasy zawsze się przyda. I że nie ruszają mnie zupełnie jego nie-uśmiech na mój widok i klasyczny foch Ale ja nie mam się o co na ciebie gniewać.
Słyszeliście, że w Łodzi ktoś napadł na konwój? Beznadziejny dobór celu, Piękny tego dnia wiózł kilkanaście milinów, a broń ma tylko do ozdoby - przecież nawet nie może jej użyć. (Chociaż jak tak czasem patrzę na niego i jego kolegów, zastanawiam się, co musiała brać osoba, która dała im licencje...). Nie martwcie się więc, wasze pieniądze są pod dobrą opieką.
Nieważne, bredzę już. Dobranoc.
Chyba jestem jakąś wiedźmą. Wiedźmą-idiotką. Poprosiłam, dostałam dokładnie to, czego sobie zażyczyłam, po czym jak zwykle przestraszyłam się, podkuliłam ogon i zwiałam.
Próbuję też wmówić sobie (bardzo nieskutecznie zresztą), że wzięłam dodatkowy dzień w pracy wcale nie po to, żeby zobaczyć się z Pięknym, ale dlatego, że trochę ekstra kasy zawsze się przyda. I że nie ruszają mnie zupełnie jego nie-uśmiech na mój widok i klasyczny foch Ale ja nie mam się o co na ciebie gniewać.
Słyszeliście, że w Łodzi ktoś napadł na konwój? Beznadziejny dobór celu, Piękny tego dnia wiózł kilkanaście milinów, a broń ma tylko do ozdoby - przecież nawet nie może jej użyć. (Chociaż jak tak czasem patrzę na niego i jego kolegów, zastanawiam się, co musiała brać osoba, która dała im licencje...). Nie martwcie się więc, wasze pieniądze są pod dobrą opieką.
Nieważne, bredzę już. Dobranoc.
wtorek, 18 czerwca 2013
Voy por ti, chociaż nie mam pojęcia, co to oznacza
To już jest chyba jakieś fatum...
Ok, rozumiem, że jakieś 99% z was zupełnie nie rozumie, co mnie tak oburzyło w tym fragmencie drugiego tomu Pana Lodowego Ogrodu, ale ja wiem i wcale mi się to nie podoba.
Obiecałam sobie, że nie będę przejmować się idiotami, a w uszach wciąż dźwięczy mi to jego smutne Ty już mnie nie lubisz. (Jak on coś powie, to już powie. Pamiętacie tekst stycznia Musisz mnie zrozumieć?) Wystawił mnie, przez co czułam się żałośnie, i jeszcze ma do mnie pretensje... Jak zawsze, a ja mimo wszystko gdzieś tam w środku lubię ten jego uśmiech.
Zgiń, przepadnij.
Bogu dzięki jest jeszcze ktoś, do kogo mogę napisać w niedzielę o dwudziestej drugiej i wyjść na spacer; kto pożyczy mi kurtkę, kiedy napomknę, że mi zimno; kto zna mnie i moje poczucie humoru i nie obrazi się, kiedy powiem coś wrednego, a chętnie odpowie tym samym; kto zawsze mnie rozśmieszy i na końcu zawsze odprowadzi mnie do domu, mimo że wcale mu nie po drodze. Dobrze go mieć, choć tak naprawdę wcale go nie mam.
czwartek, 6 czerwca 2013
Mam
Mam genialną wizję: jedna ściana pokryta tapetą z zielonymi akcentami, pozostałe pomalowane na oliwkowo. Do tego jakiś bajeczny obraz kwiatu/owada, nowy włochaty dywan, a zamiast biurka fotel. Co wy na to?
Mam dość słów „Musimy się kiedyś spotkać”, które znaczą tak naprawdę tyle co nic, bo kiedy podajesz konkretny termin, zapada cisza. Zamierzam jednak przestać przejmować się idiotami wokół mnie i obietnicami bez pokrycia i chętnie zawarłabym świeżą niezobowiązującą znajomość.
Mam serię snów, jakiej nie miałam od dawna. Co noc śni mi się dziwniejsze rzeczy, a większość jest tak pokręcona, że nie umiałabym lub nawet nie chciałabym o nich opowiadać. Owca z wikliny na kółkach? Że jak?
Mam bilety na jutrzejszy koncert Indiosów w Sopocie, a w niedzielę występuje u mnie Lemon. Pierwszy raz odkąd pamiętam w mojej dzielnicy dzieje się coś sensownego.
Mam nastrój idź sobie, bo przecież mam żal, że nikt nie dzwoni, a jak dzwoni, to zawsze nie ta osoba, którą chciałabym właśnie usłyszeć. Czasem jednak do szczęścia wystarczy głupi długopis, a czasem czuję po prostu dziwne kłucie w środku, które nie wiem, co znaczy. Bezczynność? Wstyd? Zawiedzenie?
czwartek, 30 maja 2013
List od wyimaginowanego przyjaciela
Uroczyście przysięgam, że kiedyś zetrę mu z całkiem ładnego ryja ten idiotyczny uśmieszek, który tak lubię, dla dobra przyszłych pokoleń, którym mógłby, nie daj Boże, przekazać materiał genetyczny, lub które mógłby uczyć. Dobrze słyszycie, Piękny jest z zawodu nauczycielem.
Dziękuję, dobranoc.
Wybacz przyjacielu mój że tak Ci bezczelnie przerywam
Lecz cóż ja mam przypadkowo klucz do dybów z których się wyrywasz
Spójrz świat może być Twój wystarczy że kiwniesz palcem
No już oszalej wstyd co oplata Twój mózg spuść jak brud w umywalce
Lecz cóż ja mam przypadkowo klucz do dybów z których się wyrywasz
Spójrz świat może być Twój wystarczy że kiwniesz palcem
No już oszalej wstyd co oplata Twój mózg spuść jak brud w umywalce
Serio, czas z nim skończyć.
P.S. Polecam moje dziecko: KLIK. Wiem, że historia dupy nie urywa, ale bardzo motywowałoby mnie do pisania, gdyby ktoś od czasu do czasu rzucił jakiś komentarz. :)
sobota, 25 maja 2013
Paranoje we dwoje
To znaczy ja mam paranoję, a on nic o tym nie wie. Wszędzie go widzę, każdy mężczyzna na ulicy wygląda tak jak on. A kiedy naprawdę go spotykam, jestem wściekła, że mi pomachał, jak gdyby nic się nie stało. Paranoja. Paranoja przez wielkie P.
Gdybyście mnie widzieli tydzień temu... Miałam potworną fazę na gadanie, mówiłam bez przerwy przez całą drogę plażą z Orłowa do Sopotu i z powrotem. Złapała nas burza, przemokłyśmy do suchej nitki, ale było warto. Musiałam to wszystko z siebie wyrzucić.
Z wczorajszego Dżemu nic nie wyszło, zamiast tego było wino w domu. Zabrałam telefon Adze, popisałam z jej przyszłym-niedoszłym, swój dałam Schabby, żeby napisała do Bartka. Ciekawa sposób na wznowienie kontaktów po miesiącu ciszy. Pytanie, co dalej?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








